top of page
Szukaj

Zniknęłam na miesiąc z social mediów…

  • 22 sty
  • 3 minut(y) czytania

To będzie bardzo osobisty list. Chyba najbardziej osobisty, jaki do tej pory tu wysyłam. Czuję, że w ostatnim czasie dużo się we mnie pozmieniało, ale nie mam jeszcze gotowości, żeby mówić o tym szeroko i publicznie. Dlatego zaczynam tutaj — w miejscu, gdzie jest nas mniej. Dziękuję Ci więc, że tu jesteś.

Na miesiąc zniknęłam z social mediów. Bez nagrywania, bez scrollowania. I nie piszę tego po to, żeby kogokolwiek namawiać na detoks. Piszę, bo ta przerwa naprawdę coś we mnie poruszyła. Czuję, że to nowy początek — choć jeszcze nie wiem, na czym do końca polega.

Zniknięcie na miesiąc dla twórcy to duża rzecz. Naprawdę duża. Algorytmy nie lubią ciszy, statystyki nie są wyrozumiałe, a wszystko, co było budowane latami, staje pod znakiem zapytania. Wiedziałam o tym. A mimo to czułam, że muszę się zatrzymać. Bałam się, ale nie miałam już z czego ciągnąć dalej. Byłam jak drzewo, któremu spadł ostatni liść — zrozumiałam, że teraz nie ma sensu walczyć. Teraz jest czas zimowania.

Jeśli chcesz przeczytać, co mnie do tego zatrzymania doprowadziło i czego mnie ono nauczyło, zapraszam Cię dalej. 

 

2025 był jednym z najtrudniejszych lat w moim życiu. Zmarła bliska mi osoba i to doświadczenie bardzo wyraźnie odcisnęło się na moim funkcjonowaniu. Chyba po raz pierwszy tak mocno zderzyłam się z tym, że nie zawsze da się „dowieźć”. Że możesz chcieć, starać się, robić wszystko „jak trzeba” — a to i tak nie wystarcza.

Moja naturalna proaktywność, ta energia do działania, nagle jakby zniknęła. Podrywałam się do lotu i po chwili opadałam — jak ptak ze zranionymi skrzydłami. Wiele rzeczy szło nie po mojej myśli, a ja nie miałam już siły, żeby z tym walczyć. W końcu musiałam przyjąć rzeczywistość taką, jaka była. Choć bardzo mi się to nie podobało.

W grudniu poczułam, że nie chcę już walczyć także o tworzenie. Pomyślałam: co ma spłonąć, niech spłonie. I coraz bardziej kierowałam uwagę nie na „robienie”, tylko na zwykłe bycie w swoim życiu.

To był zwykły miesiąc. Tylko spokojniejszy. Bez wielkich przełomów, bez spektakularnych wniosków. Żyłam z dnia na dzień, ogarniałam codzienność. Nie ćwiczyłam, nie medytowałam, nie piłam matchy. Nie wprowadzałam żadnych zmian. Pozwoliłam życiu się toczyć. Sobie pozwoliłam po prostu zimować.

I kiedy opadła świąteczna gorączka, zauważyłam w sobie coś nowego: zgodę. Taką zwyczajną i cichą. „Jest jak jest”. Pojawiło się też lekkie zaciekawienie. Zaczęłam podsumowywać mijający rok i wnioski, do których doszłam, naprawdę mnie zaskoczyły.

Zrozumiałam wtedy coś ważnego: zatrzymanie jest naturalną częścią cyklu. Tak jak w przyrodzie są pory roku, tak w naszym życiu przychodzą momenty zimy. Takie, w których nie da się pchać spraw do przodu i mądrzej jest przestać się szarpać.

Świat wokół mówi nam, że pauza to porażka. Jednak gdy ucichł zgiełk, ja zobaczyłam coś zupełnie innego. Gdy drzewo zimuje, całą energię kieruje do środka — wzmacnia korzenie, chroni zasoby, zrzuca liście, pozbywa się balastu. Na zewnątrz wygląda to jak bezruch, ale w środku trwa intensywna praca. Są rośliny, które muszą przejść przez mróz, żeby zakwitnąć. Bez niego nie będą zdolne do wzrostu. Tylko my, ludzie, mamy ogromną trudność z zaufaniem temu, czego jeszcze nie widać.

Moje zimowanie jeszcze się nie skończyło. Czuję, że coś zaczyna się we mnie poruszać, ale nie mam potrzeby niczego przyspieszać. Obserwuję. Czekam. Robię tylko to, na co naprawdę mam gotowość.

Ta pauza znowu nauczyła mnie pokory i zaufania do życia. Widzę, że zatrzymałam się po to, żeby zintegrować to, co przyniósł poprzedni rok, i przygotować grunt pod coś nowego. Czuję, że ten nowy początek już tu jest — choć jeszcze nie wiem, co dokładnie oznacza. I to jest w porządku. Na rozwój i rozkwit jeszcze przyjdzie czas.

Dziękuję Ci, jeśli dotrwał_ś do końca. Jeśli to w Tobie zarezonowało, odezwij się — daj znać, co to w Tobie porusza. A jeśli sam_ jesteś w swojej życiowej zimie, bardzo polecam książkę „Zimowanie” Katherine May. Dla mnie była naprawdę ważnym towarzyszem w tym czasie.


Z życzeniami świadomego zimowania,

Marta


 
 
 

1 komentarz


Też jestem w zimowaniu,nic nie robię, ale głową pełna bałaganu.

Pozdrawiam serdecznie

Polub
bottom of page