top of page
Szukaj

“W 2025 roku nie osiągnęłam żadnego sukcesu” – po co nam podsumowania i jak wygląda terapia ACT* w działaniu?

  • 22 sty
  • 4 minut(y) czytania

*Terapia ACT (Akceptacji i Zaangażowania) pomaga radzić sobie z trudnymi emocjami i myślami, zamiast z nimi walczyć. Uczy, jak robić dla nich miejsce, a jednocześnie żyć w zgodzie z tym, co dla Ciebie ważne. To terapia o zwiększaniu elastyczności psychicznej i budowaniu życia, które ma sens – nawet gdy nie wszystko jest idealnie. W swojej pracy posługuję się między innymi tym podejściem.




“W 2025 roku nie osiągnęłam żadnego sukcesu.”. To była moja pierwsza i nie ukrywam, dość bolesna refleksja, gdy zabrałam się do podsumowywania mojego roku. Zauważyłam ją i ukłucie, które wywołała. Zaczęłam to obserwować. Ta myśl zabolała tym mocniej, że wydała się prawdziwa. Szybki przegląd miesiąc po miesiącu: ambicje i plany, z których nic nie wyszło, kontrakty, których nie podpisałam, współprace, których nie nawiązałam, pieniądze, których nie zarobiłam, ludzie, z którymi się nie spotkałam i miejsca, których nie odwiedziłam. Utrata dotychczasowych punktów podparcia. Zero widocznych osiągnięć. Żadnych dopiętych umów czy zrealizowanych planów. To wszystko fakty. 

Poczułam, jak w moim ciele rozlewa się smutek i rozczarowanie. Pomyślałam sobie, że to naturalna reakcja i pozwoliłam tym emocjom być, robiąc na nie trochę miejsca w środku z głębokim oddechem i kierując do siebie współczucie. Tak - to sposób reagowania na moje wewnętrzne stany, który szlifuję od dłuższego czasu (nazywany również self-compassion), a który wreszcie zaczyna przychodzić mi bardziej naturalnie. W tym momencie przypomniałam sobie ćwiczenie popularne w terapii ACT, które nazywamy “opuszczaniem kotwicy”. Często dzielę się nim z pacjentami, gdy dopadają ich myśli i emocje, których trajektorie są wątpliwe. Nie po to, aby się tych stanów pozbyć. Punktem wyjścia jest to, że kotwica nie ucisza sztormu, ale pozwala, aby statek w jego trakcie nie zatonął - pozwala pozostać na powierzchni. 

W moim wnętrzu faktycznie rozszalał się sztorm myśli i emocji, więc był to idealny moment na jego zastosowanie. Zamknęłam oczy i skierowałam uwagę na mój sztorm. Obserwowałam myśl “nie odniosłaś żadnego sukcesu” i emocje rozczarowania i smutku. Nazywałam je w środku: “zauważam smutek i rozczarowanie”, “dostrzegam myśl o braku sukcesów”, “o, to historia o byciu niewystarczającą i gorszą - znam to”. Taki rodzaj skupienia na wewnętrznym sztormie pomógł mi poczuć, że emocje i myśli tam są, ale jest ktoś jeszcze - jakieś “ja”, które je obserwuje. Poszerzyłam swoją uwagę więc na ciało, które jest najbardziej fizycznym przejawem tego, że poza myślami i emocjami jest coś jeszcze. Wzięłam głęboki oddech, rozciągnęłam się, aby dać sobie znać, że nadal w tym ciele jestem. Myśli i emocje nie zniknęły, ale zauważenie jednocześnie ciała, nieco poszerzyło moją perspektywę. Zauważyłam, że jest ktoś, komu te stany się przytrafiają, jakieś ciało, które je w sobie pomieszcza. Wreszcie, rozejrzałam się wokół obserwując otoczenie, weszłam z nim w kontakt, przechodząc się po pokoju i rozsuwając zasłony. Zauważyłam za oknem śnieg.

 A zatem jestem: moje myśli i emocje, ciało, z którym mam połączenie i rzeczywistość, w której istnieję. To taki trochę zoom-out: z miejsca gdzie byłam owładnięta tym, co wewnątrz, poszerzam swoje pole widzenia i widzę, że ten stan nie jest moją jedyną rzeczywistością. Złapałam grunt i poczułam się stabilniej. 


To było miejsce, w którym mogłam zacząć działać świadomie, zamiast automatycznie reagować. Moment decyzji: czy wejdę ponownie do strumienia moich myśli, aby dać się im zalać i bez reszty pochłonąć, wiedząc, że najpewniej przybije mnie to na resztę dnia? A może powinnam wytoczyć im walkę, przekonując się, że wcale nie jest tak źle, a sukcesy nie są dla mnie ważne i może dzięki temu poczuję się choć trochę lepiej? Czy zajmowanie się myślami o braku sukcesu w jakikolwiek sposób przybliży mnie do tego, jaką chcę być osobą? No to szybkie sprawdzenie: skoro chciałam podsumowywać rok, jaką chciałam realizować przez to działanie wartość? Na czym mi zależało? Chciałam być refleksyjna i wdzięczna, miałam nadzieję dokonać rzetelnej analizy i wyciągnąć z niej wnioski. Chciałam być prawdziwa i autentyczna dla siebie. 

Ponieważ ani poddawanie się myślom o braku sukcesu, ani przekonywanie siebie na siłę, że nie było tak źle, nie przybliżało mnie do autentyczności ani rzetelności, wybrałam trzecią drogę. Zostawienie tej myśli tam gdzie jest i zaangażowanie się w to, co pozwoli mi te wartości realizować. Tu i teraz, w tej chwili, nie kiedyś. 

Zadałam więc sobie pytanie: “Co zrobiłaby w takim momencie osoba rzetelna i autentyczna?”. “Jak postąpiłaby po zauważeniu myśli >>nie osiągnęłam w tym roku żadnego sukcesu<<?”

Wzięłam do ręki długopis i zapisałam tę myśl w notatniku. Jeśli chcę być rzetelna i autentyczna, musiałam się zgodzić, że takie były fakty. Ale jednocześnie rzetelność wymagała, by spojrzeć trochę szerzej. Zadałam sobie więc pytanie: “skoro nie osiągnęłam sukcesu, to co zrobiłam? Czym się zajmowałam?”. W tym miejscu otworzył się jakiś przepływ i zaczęłam pisać:


  • uczyłam się i planowałam, wierząc w siebie i nie poddając się tak długo jak byłam w stanie,

  • stawałam za sobą i mówiłam o swoich granicach, nie zgadzałam się na to, co niezgodne ze mną,

  • generowałam nowe pomysły, które nadal wydają mi się sensowne i które chcę zrealizować,

  • zdążyłam powiedzieć ukochanej osobie nim zmarła, że ją kocham i jak wiele dla mnie znaczy,

  • okazywałam troskę i wsparcie osobom w moim otoczeniu,

  • pracowałam jako psychoterapeutka z pełną obecnością i zaangażowaniem,

  • zakończyłam z sukcesem kilka procesów terapeutycznych (niektóre osoby mówiły, że nasza terapia ocaliła ich życie),

  • z radością angażowałam się w życie jako żona, przyjaciółka i mama - w zwykłe czynności, 

  • zdołałam utrzymać pogodę ducha mimo wielkich strat, byłam dla siebie łagodna,

  • zarabiałam wystarczająco pieniędzy, aby nie musieć się martwić o finanse,

  • nawiązałam 3 nowe, wartościowe przyjaźnie,

  • w zgodzie ze sobą wypracowałam sobie nawyk regularnej aktywności fizycznej, 

  • przezwyciężyłam odwieczny opór i niechęć do biegania, znajdując w nim satysfakcję,

  • poświęcałam więcej czasu dzieciom, rozbudowując nasze wspólne zainteresowania, 

  • zrozumiałam, jakie znaczenie w praktyce może mieć dla mnie życie zgodne z moimi wartościami i to znacząco pomaga mi teraz w codzienności.


Mogłabym pewnie wymienić więcej, ale zatrzymałam się, gdy dotarło do mnie, że pierwsza myśl o braku sukcesu, przestała być tak istotna. Gdy zaprosiłam do tego obrazka rzetelny opis tego, jak żyłam przez ten czas - poczułam wdzięczność i spokój. Mój opis jest kompletny. Niepowodzenia nie znikają, ale zostały umieszczone w realnej perspektywie. Jest w niej miejsce na wszystkie części rzeczywistości, bez roztrząsania albo-albo. 

To współistnienie niezwykle mnie porusza. Zdolność objęcia siebie w tej realności pozwala mi myśleć jasno i adekwatnie planować. Pozwala mi nie utknąć w przeszłości i nie definiować siebie przez pryzmat niepowodzeń, wciąż pozostając prawdziwą. W nadchodzącym roku chcę sukcesów, ale mam też gotowość na mierzenie ich zupełnie inną miarą. Takie podsumowanie bez lęku otwiera mnie na nowy rozdział.


 
 
 

Komentarze


bottom of page